![]() |
||||||
![]() |
||||||
![]() |
||||||
![]() |
||||||
![]() |
Niech Cię nie zwiedzie mój świat!
PRzeniesienie >> czwartek, 20 listopada 2008 11:35:34 W NASTĘPNYM ODCINKU: - Chodź do mnie, a Cię zabiję- syknęłam pod nosem patrząc na swój cel Na twarzy Macci pojawił się czysty i szczery uśmiech. Uśmiech ten był szczęśliwy. Miało wypełnić się coś na co czekał cały obóz przez siedemnaście lat. To bardzo wiele czasu. komentarze [9] 08. Walka z żywiołem >> środa, 17 października 2007 19:10:30 - Nie jestem słurzącą!- krzyknęłam- Nie jestem tu po to by sprzątać tylko trenować! - Uważaj co mówisz!- powiedział Mortty To mężczyzna o niewielkiej posturze. Troszeczke wyższy ode mnie. - To jest Anna- dodał - Co mnie to obchodzi!- wrzeszczałam- Kto niby dał jej prawo do władzy?! Anna kipiała ze złości. Była tak wściekła jak nigdy od kąd tu mieszkałam. Yoh i Mortty w panice czekali na kolejny ruch Anny. - Wyjdź!- warknęła Anna Oboje zdębieli. Nie odezwali się nawet półszeptem. Reakcja kobiety była dla nich szokująca. Nie spodziewali się tak spokojnej reakcji? Zachowywała sie jakby w dzieciństwie ktoś spuścił jej klocki z wodą ==" - Mam jeszcze trzy miesiące- syknęłam - Masz natychmiast opuścić mój dom! - Skoro tak się upierasz- wzruszyłam ramionami- Jutro już mnie nie będzie Anna zgodziła się na ten układ. Miałam zaledwie za sobą rok i sześć miesięcy w tym domu. - Idź sobie do miasta, albo potrenować- odparła Anna- Mam dzisiaj gości Wzięłam rzeczy i wyszłam. Dobrze, że mnie uprzedziła bo tak kazał mi zrobić ojciec. Ruszyłam do lasu madz rzekę by poćwiczyć moce żywiołów. Tym razem zaczęłam od tego, który umiem najlepiej - woda. Zdjęłam sandały. - Anamiru- zawołałam stanowczo Stróż wstąpił w moje ciało. Żaczęłam skupiać się na wodzie, która mnie otaczała. W ciągu kilku sekund woda zaczęła drżeć. Otworzyłam oczy. Boso po trawie weszłam do wody po kolana. - Zacznijmy od początku Wyciągnęłam lewą dłoń do przodu prostując rękę. - Mglista ściana- wyszeptałam Kropelki wody zaczęły się unosić, otoczyły całe jezioro. Czułam zimne krople wody na ciele. Zacisnęłam pięść. Krople rozbryzły się na wszystkie strony świata. Powstała mgła. Gęsta i biała jak mleko. W zasięgu jeziora nie było ani jednej żywej duszy. Moje oczy widziały dobrze, to przeciwnik nic nie mógł dopatrzeć. Na tym właśnie polega opanowanie żywiołów dostatecznie. - To mam opanowane perfekcyjnie- uśmiechałam się chwilę Weszłam głębiej. Woda sięgała teraz do pasa. - Co robimy?- zapytał Anamiru - Patrz Pzzejechałam dłońmi po ciemnej tafli wody. Woda wokół mnie zaczęła się poruszać. Zataczała koła w przeciwną stronę wskazówek zegara. Powoli unosiła się do góry. Niewielkie krople podniosły się nad moją głowę. Podniosłam powoli rękę do góry, woda uczyniła to samo. Przez dłuższy momęt unosiłam ja w górę i w dół. - Jesteś gotowy?- zapytałam - Oczywiście panienko- odparł duch - TERAZ! Szybko przesunęłam ręke w lewo, a woda uniosła się wysoko i w błyskawicznym tempie ruszyła w tamtą stronę. Następnym krokiem było rzucenie wody w przeciwnym kierunku. Dla utrudnienia zawrócić miała ta, którą przed chwilą odrzuciłam. Udało się nawet z szybszym empem ruszyła w prawo. Wszystko wyszło jak trzeba. Wyszłam z wody. Boja biała sukienka przywierała mocno do ciała. Woda spływała ciurkiem po nogach. Wzięłam klapki i poszłam w las. Oglądałam drzewa i zwierzęta mieszkające w nim. W samym sercu lasu była niewielka polanka, na której rosły białe kwiaty. Pobiegłam. Anamiru opuścił moje ciało. - Śliczne- uśmiechnęłam się- I jak pachną Przykucnęłam w trawie i zaczęłam obserwować je. Były bezbronne i delikatne. Mogłabym godzinami na mnie patrzeć! Kwiaty to jedyna rzecz, która mnie uspokaja. Przy nich czuję się jak dziecko kołysane przez matkę do snu. Nikt nie zna mojej wrażliwej stronu prócz Anamiru, Rozen, ojca i Marli. Tylko moje stróże i Zeke. - Gdzie jest Pan!?- krzyczała Marion- Gdzie jest moja córka!? Żeke uśmiechnął się szyderczo siadając na łóżko matki. - Nie ma jej Marion zbladła. Poczuła silny ból pod sercem. Czuła jakby straciła część siebie samej. Do oczu cisnęły się łzy. "Nie mogę płakać- powtarzała w myślach- Nie zrobię ci takiej przyjemności" - Przecierz i tak nigdy jej nie zobaczysz, to co ci zależy- roześmiał się Zeke Marion nie mogła uwierzyć w to co się dzieje. Nie sądziła, że kiedykolwiek będzie jej bardziej brakowało małej Pan. Nawet nie potrafiła sobie wyobrazić jak teraz wygląda. Pamiętała tylko kiedy się urodziła. Piękne złote oczy i parę włosków na głowie. Nawet nie zobaczyła jej pierwszych kroczków, usłyszeć pierwszego słowa czy dać klapsa. Córka była dla niej żadnym wspomnieniem. Nie licząc oczu ojca dziecka i radości, którą nosiła zanim Zeke zamknął ją w wierzy. - Żałuję, że byłam jaka byłam w młodości- szepnęła Tęskniła za Ameere, Kirrarą, Miraadion, Laron, Ino i Len'em. NAwet za En, który nauczył ją jak być shamanem. Usłyszałam delikatny śpiew w głębi lasu. Zerwałam się na równe nogi dobywając Allegro. Szybko pobiegłam za głosem. Wychowując się na stepach i lasach jestem świetną biegaczką w terenie. Szybka niczym wiatr. Głos był co raz bardziej wyraźniejszy. Zatrzymałam się. To była dziewczynka. Mniej więcej w moim wieku. Niebieskie włosy, oczy nawet ubranie miała niebieskie i tasiemke we włosach. Podeszłam nieco bliżej. Wyczułam jej shamańskie moce. - Ej ty!- zawołałam Dziewczyna wzdrygnęła się. Szybko się podniosła. Miała przerażoną minę. - Atak sopla!- zawołała wyciągając jakiś przedmiot przed siebie W moją stronę ruszyły ostre i zamrożone kawałki szpikulców. Nie wiedziałam co robić więc odsumęłam się w bok jednak jeden sopel otarł się o moje ramię raniąc je. - Co ty robisz idiotko!- zdenerwowałam się - Bronie się- wyjaśniła dziewczyna Zacisnęłam ostrze w dłoni. Rana piekła, a ja stawałam się coraz bardziej zdenerwowana. - To sie broń...- syknęłam- Anamiru do Allegro Podeszłam bliżej. Dziewczyna zaś chwyciła swoją broń obiema rękoma. - Atak sopla!- zawołała jeszcze raz Sople ponownie nacierały na mnie. Czekałam, aż będą blisko. Dziewczyna uśmiechnęła się szyderczo. Na jej twarzy było widać, że jest pewna wygranej. - Anamiru teraz- wyciągnęłam ostrze jakbym chciała się nim osłonić- Rażący promień! W ciągu chwili lód się rozpóścił i rozlał po ziemi. Dziewczynie zrzędła mina. - No i co teraz powiesz?- zadrwiłam- Nie ważne ile razy zadasz ten sam cios, ja mogę użyć każdego innego i nic mi nie zrobisz - Nie bądź tego taka pewna- oburzyła się - Bo co poskarżysz się tacie? - Nie jestem kablem!- wściekła się- Burza śnieżna! Byłam bardzo pewna siebie i nie przewidziałam jej ataku. Z krzykiem zasłoniłam twarz rękoma. Jednak powstała zamieć była tak silna, że zaczęłam sunąć do tyłu, aż z dużą siłą udeżyłam plecami w drzewo. Burza ustała. - Nigdy mnie nie obrażaj!- warknęła niebieskowłosa Poprawiła chustę na głowie i stanęła wygodnie. Wciąż leżałam na ziemi. Allegro leżało na miejscu, w którym wcześniej stałam. Powoli osunęłam się w bok. Przecież było lato, a ja leżałam w śniegu i marzłam. "Podnieś się Pan- powtarzałam sobie w myśli- Podnieś się i walcz jak Cię uczyli!" Dlaczego Zeke nie mówił, że istnieje lód!? Dlaczego ja posiadam nauki tylko podstawowych żywiołów. Wiatr i woda są po stronie lodu. Ziemia nic nie poradzi, a ogień nie jest przeze mnie dostatecznie opanpowany w dodatku to jedyna rzecz której się boję. Potrafię tylko rażącego pormienia urzywać.... *** W NASTĘPNYM ODCINKU *** Chwyciłam po miskę ryży kiedy Anna złapała mnie za rękę i uniosła szybkim ruchem do góry - Miałaś się tu nie pokazywać- syknęła - Nie bądź nie mądra Anno- uśmiechnęłam się- Zabiorę co mi się należy i idę - Masz wyjść teraz!- krzyknęła- Już! komentarze [7] >> wtorek, 12 czerwca 2007 10:00:45 komentarze [20] 07. Anna Asakura >> sobota, 19 maja 2007 18:06:25 Anna jak rzekła tak się stało. Pobudka nastąpiła o 5am. za pomocą ogłuszających krzyków. - Zanim zjesz śniadanie zrobisz 100 przysiadów, pompek i 100 okrążeń wokół domu- powiedziała stanowczo - To wszystko?- zdziwiłam się Tyle to robię na śniadanie przed kąpielą w wodospadzie. Potem mam trening z Hanagumi. To pestka taki trening! Jeśli tak to ma wyglądać to wracam do domu. - Oczywiście, że nie- uśmiechnęła się złośliwie- To maleńka rozgrzewka - Świetnie!- uśmiechnęłam się To właśnie chciałam usłyszeć. To maleńka rozgrzewka. W drzwiach zjawił się bliźniak Zeke'a Asakury. - Anno nie za dużo tych ćwiczeń? powiedział z przejęciem - Nie przejmuj się Yoh- uśmiechnęła się - Tyle to nawet ja nie robiłem przed śniadaniem mając 12 lat Na mej twarzy pojawił się złowieszczy uśmiech. - Stworzyłam pospieszny kurs- oznajmiła - Przyspieszony?- zdębiał- Jak? Anna uśmiechnęła się szeroko, tak jak tylko pozwalały jej usta. Jakby chciała w inny sposób przekazać swojemu mężowi wiadomość. To był znak. Podejrzewali, że przysłał mnie Zeke. Postanowiłam wejść na ich temat. Rozmowa o moim ojcu trochę ich rozrusza. - Ty jesteś spokrewniony z Zeke'm?- zapytałam Yoh przez chwilę się wahał. Anna kiwnęła mu znacząco głową nie zmieniając przy tym wyrazu twarzy. Był ponury i suchy. - To mój brat bliźniak- odrzekł - To wyjaśnia wasze podobieństwo- uśmiechnęłam się szeroko To był sztuczny uśmiech, lecz widziany oczyma jak naturalny. Moja "naturalność" była niecodzienna. Szczery uśmiech? Też mi coś. - nie macie dzieci?- zapytałam ironicznie Yoh zachichotał i przykucnął. - Ile masz lat? - 10 - Lubisz shamaństwo? - Od urodzenia- odparłam szczersze - A swojego ducha? Anamiru się ujawnił. Yoh zrobił trochę głupawą minę. W sumie mój stróż nie należał do pięknych... Bardziej przypominał zombie. - Taka malutka, a ma tak potwornego ducha- prychnęła Anna poprawiając korale na szyi - Mam go tylko tydzień- odparłam- to mój 3 stróż Mężczyzna trochę się zmartwił. Jego duch pojawił się. Dość przyzwoity samuraj. Porządna postura, elegancki wygląd. - Jestem wybredna- dodałam Odwróciłam się mówiąc, że idę trenować. Miałam ochotę na coś lepszego niż przedśniadaniowa rozgrzewka. Chciałam szkolić sobie poziom zaawansowany w mocach żywiołów. Ojciec wszystkiego mnie uczył. Podstawy mam w miarę opanowane. Jedynie żywiołu powietrza i ognia nie mogę opanować. - Ta dziewczynka jest zadziwiająca- zachwycał się Yoh - Ma jakiś tam potencjał- mruknęła Anna - Co ty mówisz!- oburzył się- Przecież wyczuwasz jej moc - a nawet, jeśli to, co? - Nic, ale... - Ale?- stała od stołu- Nie widzisz, że ona coś knuje? - Niby, co?- zdziwił się- Czemu miałaby to robić? Anna podeszła do drzwi. Stała przez chwilę w milczeniu. - Bo jest od Zeke'a Wyszła. Drzwi domu rozsunęły się. - Pan!- zawołała- PAN! Właśnie dobiegałam do altanki. - Co? Kobieta prychnęła. Widać było, że nie spodobał się jej mój ton. - Obiad - Dzięki- krzyknęłam- Mam jeszcze 4 kółka do końca Pobiegła dalej. Zeke mówił, że ona czyta w myślach, więc pyzy niej myślałam o treningach bądź kwiatach i Marii, oraz matce. Po przebiegnięciu trasy wparowałam do domu i ruszyłam do łazienki wziąć szybką kąpiel. - To gdzie to jedzenie?- zawołałam wchodząc do kuchni - Nie ma- odparła stanowczo Anna- Kto późno przychodzi sam sobie szkodzi - Ach tak?- udałam zaskoczoną - Chyba słyszałaś - Może tak, a może nie- zaśmiałam się Przejechałam palcem po blacie i wyszłam z kuchni. Skierowałam się na miasto/ - A ty, dokąd!?- wrzasnęła za mną - Na obiad- odwróciłam się do niej i mrugnęłam okiem Klasnęłam sobie w dłonie i ruszyłam przed siebie. Anamiru ujawnił swą paskudną postać. - Panienko Pan - Nie zaczynaj znowu! - Wybacz... - Nie denerwuj mnie lepiej, bo wymnienię cię na innego ducha - Tak jest proszę pani- uspokoił się - Wiesz, co się stało z tamtymi duchami? Anamiru zamilkł. Podążał potulnie za mną . W centrum zjadłam parę kubków ryżu i susi. W domu Asakurów byłam przed 12 w nocy. - Gdzie jest Pan!?- Krzyczała Marion- Gdzie moja córka! Zeke uśmiechnął się szyderczo siadając na łóżku matki. - Nie ma jej Marion zbladła. Poczuła silny ból pod sercem. komentarze [10] 6.Kobieta mentorem >> wtorek, 6 lutego 2007 09:11:28 - Chcę do domu- Marudziłam do Marii- Tu mi się nie podoba - Co w mieście jest strasznego?- zapytał Anamiru - Jest gorszy od lasu Kakemoho i treningów z Ashcroftem, Latarenko albo duchem ognia Anamiru uśmiechnął się. Jest on samurajem z dawnych czasów. Jest dużo potężniejszy od Rozen’a w dodatku groźniejszy z wyglądu. - Tutaj- powiedział duch Rozejrzałam się po terenie. Dom był ogromny, a na tabliczce wyryto nazwisko Asakury. Czy to był dom rodzinny Zeke’a? Choć niekoniecznie. Zadzwoniłam do drzwi. Otworzyła je kobieta o blond włosach, czarnych oczach i koralach na szyi koloru niebieskiego. To medium! - Jestem Pan i przybyłam z daleka - Czego chcesz?- zapytała gburowato - Szukam nauk mentora Kobieta prychnęła pogardliwie. - Dobrze trafiłaś- wpuściła mnie do środka- Od jutra rozpoczynasz trening. Ja jestem Anna Ta wiadomość mnie ucieszyła. To była pierwsza wiadomość, która mnie koiła od śmierci matki. - Twój pokuj jest na górze przy toalecie- dodała i ruszyła do pomieszczenia obok Weszłam po schodach i znalazłam pokój. Nie był duży, ale o niebo lepszy od namiotu. Duża wygodna mata, okno na las i chłodne ściany. Tuż obok sypialni jest wyjście na dach. Usiadłam na krześle przy biurku. Zaczęłam rozmyślać, że ten pobyt tutaj będzie gorszy od śmierci matki. Wyciągnęłam z białego płótna miecz chaosu i zaczęłam go polerować. Wygrawerowany napis na nim nie był jasny dla mnie. Nawet nie zdążyłam się zapytać Hao, co oznacza. W sumie ciekawość mnie nie zżerała w tym temacie. Irytowało mnie to jak będę spędzać czas z obcymi ludźmi. Tata mówi, że to wrogowie, dlatego nie mogą odkryć, kim jestem. Nie nauczyłabym się tego, co mam się tu nauczyć. Para na ostrze zniknęłam. Teraz mogłam się przejrzeć jak w lustrze. - Kurde…- westchnęłam- Nie mam, co aktualnie robić aż do jutra… Wzięłam, co mi było potrzebne do treningu przed snem. Zeszłam po schodach do salonu. To chyba był salon. Na podłodze leżała Anna i oglądała telewizję. Nienawidzę tych wszystkich urządzeń elektronicznych i nowoczesnych. To się nie godzi prawdziwemu shamanowi. - A ty, dokąd?- zapytała sucho Anna Zatrzymałam się nie odwracając do niej. Ona także nie odwróciła się w moja stronę. - Więc?- zapytała ponownie Na mojej twarzy pojawił się grymas. Będzie mi rozkazywać? Będzie nie kontrolować? W snach twoich Anno. - Do lasy- odparłam krótko - Po co? - Poćwiczyć przed snem- dodałam i ruszyłam do drzwi Medium się nie odezwała. Wróciła do swojej opery mydlanej głośno komentując przy okazji to, co się tam rozgrywa. Zasunęłam drzwi. Oparłam się o nie i głośno odetchnęłam. Świeże powietrze było mi najbardziej potrzebne. Usłyszałam wesołe śmiechy. Szybko zbiegłam ze schodków i pobiegłam do bramy mijając się z ludźmi, którzy w tę bramę wchodzili. Nie patrzyłam, kto to jest ani ile osób. Usłyszałam krótką wymianę zdań na temat, kim jestem i pobiegłam dalej. Anamiru ujawnił się tak nagle, że o mały włos a zaczęłabym krzyczeć. - Anamiru!- wrzasnęłam- Idioto jeden! - Wybacz panienko- skruszył się Poczułam się wywyższona. Uwielbiam, kiedy ktoś się mnie boi. Spacerkiem przeszłam do lasu. Stanęłam wygodnie na miękkiej trawie. W ciągu dziesięciu minut skupiłam się na naturze. Tę czynność miałam opanowana do perfekcji przy takiej medytacji mogłam chodzić po tafli wody nie lękając się przed utonięciem. Energicznie rozprostowałam ręce ku górze, lekko do boków. Szybko spojrzałam w niebo. - FORMA DUCHA!- krzyknęłam- Jedność! Przeszedł mnie dreszcz. Ja i Anamiru- mój nowy stróż staliśmy się jednością. Wyglądałam normalnie, lecz z nadludzka siłą. Wyciągnęłam miecz i skupiając się na ostrzu i mając zamknięte oczy zobaczyłam cel. Drzewo mierzące jakieś 7000 stup stało w promieniu 14 metrów. Było moje. Mogłam zrobić wszystko, na co tylko miałam ochotę - Bolesny promień- szepnęłam Machnęłam mieczem uwalniając czerwony promień w drzewo. Trafiłam dokładnie tam gdzie chciałam. Drzewo odcięte spadło z hukiem na ziemię, a czubek choinki delikatnie musnął mnie w policzek padając pod nogi. Zaczęłam energicznie wymachiwać ostrzem do „niewidzialnego” przeciwnika. Ruszałam się dość zwinnie. Obcinałam gałęzie, przeskakiwałam przez drzewa. Nim się spostrzegłam stałam na skraju lasu. Oczom ukazał się dom 302. W salonie paliło się jeszcze światło. To pewnie Anna czekała aż wrócę. Stróż opuścił moje ciało. Zmęczona wróciłam do domu. - Co tak długo?- zaczęła swoim tonem Anna Zasunęłam drzwi i zdjęłam sandały. Nic nie mówiąc ruszyłam na górę. Mentorka złapała mnie w nadgarstku. Trzymała mocno. - Nie odpowiedziałaś! Do pomieszczenia wszedł męszczyzna. - Anno, co się dzieje?- zapytał Spojrzałam na niego ukradkiem. Stałam zdumiona! Istny Zeke! To musi być jego bliźniak. Można by powiedzieć, że identyczny. Jedynie styl ubioru, głos, uśmiech były inne. - Nie twój interes koteczku- wycedziła - Ależ Anno- bronił się Wciąż stałam nieruchomo. Co mogłam zrobić stojąc trzymaną jedną nogą na schodzie i wpatrując się w reinkarnację ojca? - Przypominasz mi kogoś- powiedziałam bezwiednie Oboje zamarli jakbym powiedziała cos niestosownego. - Co powiedziałaś?- zapytała Anna - Że jest podobny do Zeke’a Oszołomiło ich jeszcze bardziej. Anna puściła mnie i podeszła do mężczyzny. Sobowtór oparł swoją dłoń na jej ramieniu. - Znasz Zeke’a Asakurę?- zapytał powoli chłopak - Tak- odparłam stanowczo Od razu przypomniały mi się słowa ojca. „Nie używaj nazwiska Asakurów, ani mojego imienia. Bądź anonimowa” - Miałam okazję kiedyś go poznać- dodałam powoli by nie wzbudzać podejrzeń - Pan, idź do pokoju- powiedziała spokojnie Anna- Jutro wcześnie wstajesz Ruszyłam do pokoju na piętrze. Przebierając się do spania zza pasa wypadło mi małe ostrze –Alegro. Także używane w walce shamanów. Ułożyłam się wygodnie na macie. Zasnęłam. Anamiru usiadł nade mną by pilnować mnie w nowym otoczeniu. Anamiru jest o niebo lepszy lub nawet o dwa od Rozena, który nie był oddanym duchem. Na dole trwała zawzięta rozmowa. - A jeśli ona przybyła od Zeke’a?- zamartwiał się - Nie wiem Yoh - A jeśli chce mnie znowu zniszczyć? - Uspokój się!- ustawiła go- Jesteś od niego lepszy! - Może masz rację- uspokoił się i ucałował ja w czoło - Nie ma- odparła stanowczo Anna- Kto późno przychodzi sam sobie szkodzi - Ach tak?- udałam zaskoczoną - Chyba słyszałaś - Może tak, a może nie- zaśmiałam się komentarze [34] 5. Śmierć i wspomnienie matki >> wtorek, 28 listopada 2006 11:19:29 Podniosłam nieprzytomnie głowę. Mina Kann dawała mi do zrozumienia, że są nieprzyjemne wiadomości do przekazania. Owinęłam się w szlafrok i podążyłam za jedną z opiekunek „Co się stało- pomyślałam zawiązując sznurek szlafroka” - Mistrz chce cię widzieć- oznajmiła - W jakiej sprawie?- zapytałam - Sam Ci to powie- jej głos był cichy i ponury W zupełności nie mogłam rozgryźć tej tajemnicy. Nie miałam urodzin i nic w ostatnim tygodniu nie zmąciłam. To nie mogło mieć związku z wiedźmami Sakori Hashi i Thoru Fumie, ani z Marii i Amerre. Zobaczyłam ojca stojącego w świetle płomienia, także miał mętną twarz. Zastygłam w bezruchu. - Co się dzieje?- zapytałam - Chodzi o twoja matkę- powiedział w końcu Stałam od niego parę dobrych metrów a słyszałam to bardzo wyraźnie. - To znaczy co się dzieje? - Nie żyje-odparł krótko Zaniemówiłam. Opadły mi ręce. Poczułam dziwne zimno. Nie potrafiłam uronić łzy. Czułam wiatr , który wiał prosto w moje żółte oczy uniemożliwiając urojenie choćby jednej. Przecież nie było żadnego wiatru, a jednak ja go odczuwałam. Ta pustka, która mnie ogarniała była nie do zniesienia. Przecież miałam spotkać matkę, a ta odeszła na zawsze. Odeszła nie słysząc od córki ani jednego miłego słowa, ani też jednej kłótni. Nic. Teraz jej nie ma. Po prostu odeszła… - Ale jak to…- wyszeptałam- Przecież… Macci chwyciła mnie za rękę. Kann stała tuż obok Zeke’a. Powoli zauważyłam cała resztę obozu. Był Ramiro i bracia Zen, reszta Mariaci także. Wszyscy przybyli na wieść śmierci Marion. Żadna twarz nie miała uśmiechu. Nawet żadna nie spojrzała na mnie. Duchy także były obecne nawet duch ognia się zjawił rozjaśniając mrok. - Choroba ja wymęczyła- wyszeptał ojciec Podszedł do mnie i ucałował w czoło. Stanął za mną kładąc ręce na moje ramiona. Wszyscy spojrzeli w naszą stronę. Czułam, ze smutek na chwile mnie opuszcza. - Marion była wielkim shamanem- zaczął przemawiać- Kiedy ja poznałem zaintrygowała mnie swoja zawziętością, potencjałem Spojrzał na mnie uśmiechając się. - Była silna i dobitnie wytrwała. Uważała, że świat należy do niej i miała wiele wiary w swoje możliwości, a przede wszystkim wydała na świat wspaniałą córkę Wzruszyłam się, a po policzku spłynęła mi mała łza. Tak maleńka, że nikt nie mógł jej dostrzec. - Mama zawsze będzie w moim sercu mimo, że nie znałam jej, nigdy jej nie zapomnę- powiedziałam głośno Nazajutrz dzień spędziłam nad wodospadem z Marii i lalkami Callavera. Czułam ogromna pustkę w sercu. Nie potrafiłam zapomnieć jak bardzo cieszyło mnie zbliżające spotkanie się z matką. - To takie nie realne Antonio- robiłam wyzuty- Jeszcze ostatnio jej stan był lepszy, a teraz po prostu jej nie ma Marii podeszła do mnie i polizała mnie po twarzy, dzieliła ze mną ból po stracie. Przypomniałam sobie wilka matki. Pewno umarłby z żalu wiedząc, ze matka nie żyje. Usłyszałam dźwięk gitary. To Ramiro. Niezwykły mexykanin ubrany w ogromne sombrero, okulary, chustę i poncho. I ta jego stara drewniana gitara. - Piękna panienka nad wodospadem łka. Tęskni za matką bo ja kocha- podśpiewywał przygrywając - Dziękuję Ci Ramiro - Nie martw się piękna, bo życie to gra nigdy nie przewidzisz co ześle los- dośpiewał dalej - Ty i Twoje duchy jesteście bardzo mili- uśmiechnęłam się lekko- Nie wiem co bym zrobiła bez szkieletowych lalek - Wielki ma dla Ciebie prezent- odparł - Prezent? Ramiro potaknął. Nie wiedziałam czy się uśmiecha czy jest zły bo miał zakrytą twarz chustą lecz w głosie poznałam, że to coś miłego. Wzięłam Antonio na ręce i przywołując Marii ruszyłam w stronę obozu. Z dala widać górę Morphin oraz jego potężną wierzę Fukurokuju –kiedyś dom mojej mamy. - Chciałeś mnie wiedzieć?- zapytałam Zeke’a - Oczywiście Siedział dokładnie w tym samym miejscu co poprzedniej nocy, kiedy oznajmił iż matka odeszła do krainy duchów. Przy nim stał duch ognia. Niesamowicie olbrzymi i niesamowicie groźny. Ojciec pokazywał mi wiele sztuczek, to znaczy umiejętności jakie posiadł. Chociażby moc pięcioramiennej gwiazdy. Mówił, że matka posiadała moc ognia. Też chciałam lecz nie wiedziałam jak. Teraz co nieco wiem o tych mocach, lecz nie każda jest mi dobrze opanowana. - Dziś poznasz swojego nowego ducha stróża oraz wyruszysz do miasta. Tam będzie na Ciebie czekał mentor. Nie mów kim jesteś - To co mam powiedzieć, a co nie?- byłam zdziwiona - Nie używaj nazwiska Asakury ani mojego imienia. Powiedz, że szukasz mistrza do szkolenia sztuk shamańskich. Ten człowiek nauczy Cię nowych rzeczy - Rozumiem- pokłoniłam się Ruszyłam do swojego namiotu by spakować swoje rzeczy - Nie sprzymierzaj się z nikim- dodał srogim tonem- Później wszystkiego się dowiesz Nic nie mówiąc wyszłam z głową pełna myśli prosto do namiotu. Wyciągając skrzynie z rzeczami zauważyłam coś. Na dnie leżał nieduży czarny plecak z nieznanym mi emblematem. Rozejrzałam się czy jestem sama. Tak tez było. Otworzyłam go by sprawdzić zawartość. W środku był gwizdek z drewna, złoty wisiorek na łańcuszku, duża ilość papierów z dziwnymi znakami, srebrny kluczyk i złoty kluczyk oraz kartka papieru. Rozłożyłam ją i zaczęłam czytać. Skoro to czytasz musisz być już na tyle dorosła. Tu dobro Cię nie znajdzie. Mam nadzieję, ze odkryjesz prawdę. Ufaj tym co na to zasługują. Zostawiam Ci wisiorek z fotografią moich rodziców oraz klucze do mrocznego sanktuarium w Chinach daleko od miast. Pamiętaj, że Cię bardzo kocham Twoja mama. Marion Uroniłam parę łez. Mama zrobiła mi przepiękny prezent. Wyciągnęłam wisiorek i go otworzyłam. Fotografia przedstawiała dwoje dorosłych ludzi- kobieta z różowymi włosami i męszczyzna z blond oraz blond małą dziewczynkę. - To mama- uśmiechnęłam się Odręczny napis mówił „Phauna” czyli nazwisko. Do plecaka wsadziłam parę ciuchów i jedzenie nie wyciągając tego co już się w nim znajdowało. Najbardziej ciekawiło mnie znaczenie symbolu na plecaku. Byłam gotowa do drogi. Miałam tam spędzić półtora roku i wrócić i czekać na dalszą instrukcję ojca. W nastepnym odcinku: - Przypominasz mi kogoś- powiedziałam bezwiednie Oboje zamarli. Jakbym powiedziała cos niestosownego. - Co powiedziałaś zapytała Anna - Że jest podobny do Zeke’a komentarze [34] 4. Wilki z Kakemoho >> wtorek, 7 listopada 2006 11:17:57 - Jak to zrobiłeś?- wymamrotałam jakby pod wpływem szoku W sumie to byłam w szoku! Jak… jak wilk z dwoma ogonami zieje, ogniem?! Amerre zamrugał wesoło oczami i machnął jednym z ogonów. Usłyszałam mruknięcie. W panice odwróciłam się w głąb nory. Przeszedł mnie dreszcz. - Spoko Pan, dasz sobie radę- starałam się jakoś uspokoić- Wszystko gra Z mrocznej otchłani wyszedł maleńki wilczek. Identyczny jak Amerre, tyle że mniejszych rozmiarów- szczeniak. - Jakaś ty śliczna- przykucnęłam Wesoła kuleczka podreptała do mnie i wtuliła się w ramiona. Jej duże czerwone oczka były bardzo znużone. Nie mogłam od niej oderwać wzroku. - Nazwę cię Marii- spojrzałam Amerre w pyszczek- Tak jak moja matka Nagle spostrzegłam się, że wciąż jestem w Kakemoho, a Zeke nie będzie szczęśliwy, że byłam dalej niż gaje szeptu w którym biorę kąpiele i w sumie spędzam każdy wolny czas. Dalej odchodzić nie mogłam. Chwyciłam malca wygodnie i zaczęłam biec pod górę Morphin. Pomyślałam, że Marion się ucieszy widząc rzadkiego wilka, który nosiła w sercu- „Wspomnienie”. Droga wydawała się dłuższa niżeli w przeciwną stronę. Szczenię wygodnie spało, Rozen do tej pory był nieobecny do rozmowy. W sumie dobrze bo gniew do tej pory mnie nie opuścił. Stojąc na obrzeżu obozu zawahałam się czy wejść. Już nie było ze mną wilka matki. Wzięłam głęboki wdech i przekroczyłam polanę gaju w shamański obóz. Poczułam się jak w domu. W sumie to był mój dom! Z dala od ludzi. Z dala od hałasu. Z dala od zniszczeń. Z dala od wszystkiego co jest w brew naturze i równowadze. Harmonia… Na twarzy pojawił się promienny uśmiech. Pobiegłam w głąb „domu”. - Mati! Mati!- krzyczałam Ludzie ojca rozglądali się w zadziwieniu co się stało. Mała beztroska dziewczynka przepadła na parę dobrych godzin i nagle wbiega w obóz z wielkim rabanem pod tytułem „mam wilka z Kakemoho!”. Spostrzegłam Matilde czyszczącą dynie swojego ducha stróża. Spojrzała na mnie nic nie znaczącym wzrokiem. - Co jest?- zapytała - Spójrz tylko na niego!- zapiszczałam wyciągając ręce z zwierzakiem przed siebie Macci spojrzała bacznie na futrzaka i z przerażeniem wstała upuszczając wypolerowana dynię. - Nie podoba ci się?- zapytałam smętnie Rudowłosa chwyciła mnie mocno a rękę z gwałtownym szarpnięciem znalazłyśmy się u wejścia do namiotu ojca. - Mistrzu Zeke- skłoniła się- Mam tu coś co powinno cię zainteresować! Ojciec wyszedł i spojrzał na mnie. Potem zauważył Marion. ![]() -Ładny tatku- uśmiechnęłam się by złagodzić sytuację Spojrzał na zwierzaka haniebnym wzrokiem. Przecież to maleństwo i w dodatku nic nikomu nie zrobiła! Z początku się zastanawiałam o co im wszystkim chodzi. Przypomniały mi się słowa czarownic z lasu. Matka miała takiego pluszaka. Mój jest malutki, a wilk mamy jest olbrzymi. Bydle! - Skąd go masz?- zapytał spokojnie - Znalazłam- odparłam - Gdzie? - W lesie, w grocie- odpowiadałam krótko by zyska na czasie - W Kakemoho? - Yhy- potaknęłam głową- W Kakemoho Macci o mało nie wyskoczyły oczy ze zdumienia. Ojciec przez chwilę był srogi lecz szybko uległ emocjom. - wcale tak strasznie tam nie było i spotkałam Thoru i Sakori Hao podszedł do mnie i przykucnął cały czas patrząc mi głęboko w oczy. - To jesteś bardzo dzielna- pogłaskał mnie po głowie- Rozmawiałaś z nimi? - Tak- uśmiechnęłam się szeroko - Co ci powiedziały? - Że jestem podobna do swoich rodziców w zachowaniu i wyglądzie. Najbardziej z dzieciństwa ![]() - Cos jeszcze?- warknął- Co o rodzicach? - Czemu mnie pytasz?- przestraszyłam się- O tobie, Marion, o tym, że posiadam wielką moc, że nie odczuwają jej energii - Mówiłaś mim coś? - Tak- odparłam szybko - Co?- wstał energicznie- Co mówiłaś? - Że mama jest chora i przebywa w Fukurokuju, bo nie może mieć kontaktu z tym co nas otacza. - To wszystko? - Tak Zeke spojrzał na mnie podejrzliwie i odwrócił się w stronę namiotu. - Że matka chciała mnie oddać wiedźmom z lasu…- wyszeptałam Shaman zatrzymał się. Przez chwilę nic nie robił. Nawet się nie odezwał. - Gdzie Rozen?- zapytał - Tutaj mistrzu- ujawnił się duch - Dlaczego nie pilnowałeś Pan? Duch milczał jak zaklęty. Ja wciąż czułam w ustach wypowiedziane ostatnie słowa. Matka chciała mnie oddać… Dlaczego? Dlaczego nie znałam prawdziwego powodu? - Zostawiłeś mnie w lesie- oznajmiłam jakby zrozpaczona Chciałam by Rozen miał nauczkę zostawiając mnie w ponurym lesie. Przyrzekał bronić mnie w każdej sytuacji. Nawet gdyby to miało posłać go na tamten świat do którego należy. Ojciec wyciągnął urnę w wessał tam mojego stróża. - Kolejny do kolekcji- zachichotała Macci - Mogę go sobie zatrzymać?- zapytałam zmieniając temat Ojciec wyraził zgodę. Obiecał także mi innego ducha, który nie będzie olewał swojej pracy. - Niech to będzie nauczka dla każdego, który znieważy swoja pracę- warknął Hao- Jeśli jeszcze raz się dowiem, że mojej córce cos grozi albo ktoś ją zostawia zostanie surowo ukarany poprzez śmierć. W następnym odcinku… - Co się dzieje?- zapytałam - Chodzi o twoja matkę- powiedział w końcu Stałam od niego parę dobrych metrów a słyszałam to bardzo wyraźnie. - To znaczy co się dzieje? komentarze [23] 3.Wiedźmy z lasu Kakemoho >> wtorek, 31 października 2006 10:55:04 - To mogę w końcu się z nią zobaczyć? Zeke ponownie spojrzał na mnie srogo. - Już niedługo –uśmiechnął się chwilowo- Niedługo... Każdego następnego dnia biegałam i skakałam krzycząc jak się cieszę ze spotkania z mamą. Wiele osób cieszyło się razem ze mną choć z daleka widziałam, że coś ich trapi i jeszcze nie wiedziałam co to było. Odkąd miałam 10 lat chodziłam codzienne rano do gaju szeptu gdzie znajdował się ogromny wodospad. Wysoki może na 6 pięter i szeroki jak jeden z tirów które widziałam w terenie zabudowanym. Lśniąca trawa skoąpana promieniami słońca leciutko szeleściła na wietrze. Zimna kąpiel bardzo mnie odprężała i pozwalała by cały dzień mieć w pięknych barwach. Miałam ogromną moc. Miałam ogromny potencjał. ![]() Siedziałam pod drzewem i rzucałam kamieniami w wodę. Delikatny wiatr rozwiewał moje fioletowe włosy. Siedziałam tak z parę dobrych godzin. Usłyszałam szmer... Szybko się podniosłam. Chwyciłam w rękę kamień i wolnym krokiem podążyłam w krzaki. Moim żółtym oczom ukazały się dwa wielkie czerwone ślepia! Były również przerażone jak i moje. Odskoczyłam w tył przywołując Rozen. - Forma ducha- wyciągnęłam miecz Rozen przeniósł swoją energię do miecza dając w niego ogromną moc. Zwierze wpatrywało się we mnie. Nerwowo podeszłam bliżej z wyciągniętym mieczem przed siebie. Nigdy wcześniej nie widziałam takiego stworzenia! Wilk podkulił swoje dwa ogony po czym usiadł. Wyglądało na to, że się do mnie uśmiecha. Opuściłam ostrze. ![]() - Jestem Pan, a ty?- uśmiechnęłam się Zwierzak potaknął, jakby mnie rozumiał! Chwilkę tak się we mnie wpatrywał i nagle wstał, grzbietem otarł o moja dłoń i wybiegł do przodu. Nawet kiwnął na mnie bym podążyła za nim. Tak co najmniej to odebrałam. Byłam nieco zaintrygowana, przecież miałam spotkać się z matką. Jednak przełamałam się. Biegłam przez wysoką trawę, potem niewielką polankę. W końcu w las z ogromnymi drzewami. Las był ponury i mroczny. To las cichego szeptu, las gdzie głos zamiera, a serce staje... Nieliczni odważyliby się tu wtargnąć, las w którym mieszkają dwie potężne wiedźmy: Sakori i Thoru. - Las Kakemoho- szepnęłam Rozejrzałam się wokoło i dostrzegłam, że wilk z czerwonymi oczami oddalał się coraz bardziej. - Zaczekaj!- krzyknęłam i pobiegłam za nim W tym momencie myślałam tylko o tym jak szybko wyjść z lasu. Z opowieści Matilde wiem, że Thoru i Sakori są nieobliczalne! Potrafią skrzywdzić każdego i namoncić tak w głowie, że się już nigdy nie połapiesz co prawda, a co kłamstwem jest. Potknęłam się i wpadłam w wodę. Byłam cała przemoczona. - Witaj Pan...- usłyszałam szept Podniosłam głowę, ale nikogo nie zobaczyłam. Otaczał mnie tylko las, las, las i nic więcej. - To jest las Kakemoho, Kakemoho...- ponownie się odezwał W panice wstałam i zaczęłam biec dalej w kierunku wilka. - Rozen czy to jest to o czym myślę?- pisnęłam - Sprawdzę- oznajmił duch i zniknął W sumie kiedy mnie opuścił poczułam większy strach. - Rany duchów...- panikowałam- Rozen gdzie jesteś?! Kiedy się pojawił ciśnienie zmalało. Oddech się wyrównał. Stanęłam by odpocząć i rozejrzeć się za wilkiem. - Tak to wiedźmy lasu- warknął- Czuję ich obecność, są blisko Przełknęłam ślinę. Moje ciało przeszedł dreszcz niczym kopnięcie prądem. - Będziemy musieli stawić im czoła- zacisnęłam pieść Rozen potaknął odbierając przy tym moje srogie spojrzenie. Mój strach przeistaczał się w gniew. - Pokażcie się!- krzyknęłam Przybrałam pozycje obronną. Usłyszałam szmery. Modliłam się by był to tylko biały wilk o czerwonych oczach i dwóch ogonach. Chciałam wtulić się w ramie matki. Powiedzieć jak bardzo ją kocham pomimo, że lat mi przybyło a ja nie znam jej głosu i twarzy. Jednak ta świadomość, że ta istota istnieje dawała mi tę miłość. - Nasza mała Pan przyszła- pojawiła się kobieta Była piękna. Oczy fioletowe, włosy czerwone a w nich wpięte niebieskie wstęgi. Wyobrażałam sobie, że s stare, pomarszczone i ohydnie śmierdzące! ThoruDruga także wyglądała jak anioł. Długie różowego koloru włosy, fioletowe pełne głębi oczy, oraz wstęgi we włosach. Sakori- Thoru, Sakori?- zapytałam niedowierzając Obie potaknęły. Poczułam dziwną ulgę. - Nie bój się Pan- powiedziała Thoru - Tutaj jesteś bezpieczna- poparła ją Sakori - Skąd mnie znacie?- zapytałam spokojne - Odkąd wiemy, że przyszłaś na świat - Ale...- miotałam się- Ale ja was nie znam - Wiedziałyśmy o Tobie zanim się poczęłaś- uśmiechnęła się Thoru - Co?- zamurowało mnie- Przecież... - Twoja matka chciała Cię nam oddać, ale - To niemożliwe!- łzy napłynęły mi do oczu- Dlaczego?! - To nie jest tak jak myślisz mała Pan- chwyciła mnie za rękę Sakori - A co ja myślę?!- oburzyłam się wyrywając się od dłoni morskowłosej kobiety - Że mama Cię nie chciała- rzekła sucho Zatkało mnie. To było jak mocny policzek. Stałam jak wbita w ziemię niczym kołek na deszczu. Przesiąknięty i spróchniały. - Ale jak...- wymamrotałam Obie podeszły bliżej i mnie przytuliły. Szemrając coś między sobą. Czerwonooki wilk powoli zmierzał w naszym kierunku. - Skąd wiesz co myślę?- zapytałam - Wiemy dużo rzeczy- uśmiechnęła się Thoru - Jaka będzie pogoda, co działo się kiedyś- dodała Sakori Hashi - No tak jesteście wiedźmami- uśmiechnęłam się - Wolałabym określenie czarodziejki- oburzyła się Thoru Fumie - Wiedźmy- stawiałam na swoje- Wszyscy tak mówią - Poważnie?- naburmuszyła się Sakori - Tak! - To im pokaże te wiedźmy- zachichotała szyderczo Thoru - Thoru zachowuj się- szturchnęła ją przyjaciółka - Czego chcesz jesteś wiedźmą Obie zaczęły się przekomarzać i kłócić ==” Te wiedźmy, to znaczy czarownice są nie takie straszne jak wszyscy opowiadają. - Wybaczcie, ale ja się zmywam - Tak szybko?- ocknęła się Thoru Potaknęłam spoglądając na wilka. Zastanawiało mnie co on tutaj robi. Czy może wrócił się po mnie...? - Ameere- uśmiechnęła się Sakori Hashi Wilk się uśmiechnął, a jego oczy wydały się większe. Jakby był szczęśliwy w tym towarzystwie. - Kiedyś należał do Marion- uśmiech Sakori zgasł - Marion?- zdziwiłam się- Mojej matki? - Oczywiście- potaknęła Fumie- 10 lat temu - Zanim zamknięto ją w wieży Fukurokuju na górze Morphine- dodała Hashi Ich miny były poważne. Dostatecznie mroczne by uznać to za najlepszy moment ucieczki. Chyba jedyny. - Moja matka jest chora- oznajmiłam gorzkimi słowami - To dlatego nie wyczuwalna jest jej wibracja- zamyśliła się Sakori Hashi - Marion oddała Ci swą moc- odwróciła się tyłem do mnie Tho- Wiedziała, że Tobie będzie bardziej potrzebna - Dlatego Ameere przyprowadził Cię tutaj- teraz mówiła Saki- Jesteś bardzo podobna do rodziców z zachowania z młodości - Teraz idź z nim- pchnęła mnie Thoru- Mamy cos dla Ciebie Bez słowa ruszyłam za wilkiem. Spostrzegłam, że Rozen nie było przy mnie kiedy byłam z wiedźmami lasu. - Dlaczego się nie odzywałeś Rozen?- warknęłam- Dlaczego mnie zostawiłeś! W następnym odcinku… - Jakaś ty śliczna- przykucnęłam Wesoła kuleczka podreptała do mnie i wtuliła się w ramiona. Jej duże czerwone oczka były bardzo znużone. Nie mogłam od niej oderwać wzroku. komentarze [27] 2.Moja mama umiera >> środa, 18 października 2006 12:40:00 - Nigdy nie pozwolę…-Syknęła Marion –Dopóki żyję nie pozwolę nazwać ci jej córką! Zeke nie zrobił nic innego jak podszedł do niej szyderczo się uśmiechając. Chwycił ją mocno w nadgarstku wykręcając go do góry przysuwając przy tym swoja twarz do jej. Marion w napięciu odwróciła się głowę by nie patrzeć na niego. To była jedyna postać, którą widziała odkąd zamknął ja w tej wierzy na szczycie góry Morphine. Jedyna, którą dobrze znała i jedyna, której nie chciała oglądać. - Marion z czasem wyładniałaś, a twój charakterek nadal jest paskudny –oznajmił –To on pociąga mnie w tobie najbardziej Na jej twarzy pojawił się cholernie złowrogi grymas. - Nienawidzę cię –warknęła –Teraz, 5lat temu i również wtedy, kiedy miałam 13 lat! Zeke się roześmiał. Trzymając swoja żonę w wierzy pozbawił ją całej mocy. Nie mogła używać telepatii, wzywać duchy czy też używać magii ognia, którą posiadła w rodzinnym mieście Sango. - Nigdy nie mów, że jest twoja córką! Rozumiesz?! Hao szarpnął dziewczyną i pchnął w ścianę. - Nie dyktuj mi, co mam robić kochanie- wciąż się uśmiechał –Ojciec Pan do tej pory się nie zjawił Marii nie wytrzymała, na całe gardło krzyczała żeby się wynosił. Gdyby miała, czym to i by rzucała. Asakura wyszedł zatrzaskując drzwi. Raz w tygodniu przychodziłby dotrzymać jej „towarzystwa”. Marion walnęła pięściami w ścianę powtarzając sobie jak bardzo go nienawidzi. Powoli osunęła się na ziemie uraniając przy tym gorzkie łzy. -Gdybyś wiedział to być nas ocalił –szepnęła Otarła twarz białym rękawem. - DLACZEGO MNIE NIE SŁYSZYSZ! –Wrzasnęła poczym zaniosła się niemiłosiernym płaczem. ![]() Siedziałam u podnóża Morphine. Spoglądałam w górę próbując dopatrzyć wierzy. Nagle pojawił się Zeke. - Pan słoneczko –przykucnął Wtuliłam się w jego ramiona. - Tatku, co z mamą? –Zapytałam pospiesznie Hao spoważniał. Spojrzał na mnie dziwnie. Zawsze tak robi, kiedy mówię o mamie. - Przecież wiesz, że jest chora i umiera z każdym dniem - Noo tak, ale chciałabym ją w końcu zobaczyć Faktem było to, że nie znałam jej twarzy, głosu, a nawet spojrzenia. Tata mówi, że chora jest przez pewnego człowieka, który ją skrzywdził zanim przyszłam na świat. Kazał mi obiecać, że go zniszczę, kiedy dorosnę. Niespodziewanie pojawiły się Kanna i Matilde. -Idziemy na trening –uśmiechnęła się Matii Zeke coś powiedział do Kann, po czym machnął ręką bym podążyła za swoimi opiekunkami. Bardzo zaprzyjaźniłam się z nimi jak i resztą obozu. To moja rodzina. Tata jest wielkim shamanem skoro mówią na niego mistrzu, a mnie nie pozwala nawet uderzyć. Do szczęścia brakowało mi tylko zobaczyć rodziców razem. ![]() W następnym odcinku…. - Witaj Pan...- usłyszałam szept Podniosłam głowę, ale nikogo nie zobaczyłam. Otaczał mnie tylko las, las, las i nic więcej. - To jest las Kakemoho, Kakemoho...- ponownie się odezwał W panice wstałam i zaczęłam biec dalej w kierunku wilka. By Pan komentarze [39] 1. Córka shamana >> sobota, 2 września 2006 22:54:29 Miała na twarzy delikatny uśmiech. Zielone oczy pełne snu delikatnie spoglądały na moją twarz. Zamknęła za sobą drzwi i usiadła na moim łóżku tuż obok mnie. Pocałowała w czoło. - Mamo opowiesz mi jedna z Twoich przygód? Mama westchnęła, spojrzała w okno, po czym mocno mnie przytuliła. W jej spojrzeniu widziałam radość, cierpienie, gniew i zobojętnienie. Kochałam na to patrzeć, choć czasami żal mi tego było. Nagle pojawił się duch samuraja. Mama bardzo kocha swojego stróża, bo wiele razem przeszli. - Panienka jeszcze nie śpi? –Uśmiechnęła się Pokręciłam głową szeroko się uśmiechając. - Właśnie proszę mamę o historyjkę –dodałam –Mirii opowiedzcie mi coś Duch stróż mamy także się uśmiechnął - No słoneczko –szepnęła mama wstając Podeszła do drzwi, zgasiła światło i wyszła. Mirii także. Sypialnie spowiła ciemność. - Dlaczego mama nie chce wspominać o swojej przeszłości –powiedziałam sama do siebie –Przecież miała tyle przygód! Otworzyłam okno i spojrzałam na księżyc. Nie był w pełni. - Tatuś pewnie tak samo –westchnęłam Tej nocy długo nie mogłam zasnąć. Wróciły wspomnienia. Wspomnienia te złe i te całkiem przyjemne. To, co działo się w niespełna 15 lat może wydawać się niczym horror z życia wzięty lub fikcyjna historia wyłgana z głupich opowiadań chorych ludzi. Shamani istnieją naprawdę. To wszystko wydarzyło się naprawdę i to zanim się urodziłam… Ale cofnijmy się 10 lat wstecz. Do tego, co było i co ujrzały moje oczy… W następnym odcinku… - Nigdy nie mów, że jest twoja córką! Rozumiesz?! Hao szarpnął dziewczyną i pchnął w ścianę. - Nie dyktuj mi, co mam robić kochanie- wciąż się uśmiechał –Ojciec Pan do tej pory się nie zjawił By Pan. ![]() Klik komentarze [48] PrOlOg >> sobota, 15 lipica 2006 18:54:44 ![]() W następnym odcinku: - Dlaczego mama nie chce wspominać o swojej przeszłości -powiedziałam sama do siebie -Pewnie już nie pamięta jak się walczy Otworzyłam okno i spojrzałam na księżyc. - Tatuś pewnie tak samo -westchnęłam Tej nocy długo nie mogłam zasnąć. Pan xD komentarze [65] CóRkA sHaMaNa >> środa, 12 lipica 2006 19:12:08 AuToRkA xD komentarze [12] |
![]() |
corka-shamana blogDodaj do ulubionych O mnie LICZNIKMoja wizytówka:Archiwum2006lipiec (2) wrzesień (1) październik (2) listopad (2) 2007 luty (1) maj (1) czerwiec (1) październik (1) 2008 luty (1) listopad (1) LinkiOCENYDOBRY u Ayashi UlubieniWasze wizytówki
![]()
MuzykaO Szablonie
|
|
||
|
|
||||||